Pol Wincenty
Poezye Wincentego Pola.
I.
Kiedy duszę łza opłynie,
Kryje smutek wdzięki świata,
A gdy lekko myśl podlata,
Łza w uśmiechu rzewnym ginie.
I tak mija życie całe,
Z wielkich bolów — pieśni małe.
Nie zawsze niewód po głębiach brodzi,
Jest po połowie chwila pokoju,
Kiedy na poły złożony w łodzi,
Na poły w modrym nurza się zdroju; —
I gdzie swobodnych rybek rój
bratni
Pod ciepłym brzegiem wesół się zbiera,
Skubiąc bezpiecznie koniuszki matni,
A z śmiechem na nie rybak spoziera....
I myśl nie zawsze dnem życia chodzi,
Nie zawsze z żalem do gwiazd przypada,
Jest chwila w której z życiem się godzi,
I z tem co rade, bawićby rada.
Alboż w kochaniu — choć najłaskawsze,
Co to tam cierni, co tam boleści,
Kiedy w głąb duszy spójrzeć niewieściej!
A i w kochaniu jednak nie zawsze.
Mam ci, jak wiecie, mam ja dziewice,
Sami ją znacie — co za dziewoja!
Oczy jej smutne, jak dwie krynice,
Bo dużo biedna — biedna, bo moja!
Jednak nie zawsze taka mi smutna,
Czasem ją najdzie nawet pustotka;
I niby sroczka, niby szczebiotka,
Już i wesoła, i bałamutna.
Nieraz mnie muśnie rączką przez czoło,
I grozi przytem, a grozi srogo:
"Proszę nie myśleć! patrzeć wesoło!
A tylko zaraz, bo tupnę nogą!
"
Lecz kiedy smutków mych nieubywa,
To mnie na piękne potem obśmiewa,
To mnie wytwarza, jako się gniewam,
Jak lulkę palę, jako się trzymam,
Jak w dobrą chwilę czasami
śpiewam,
W tęskną się smucę, a w złą się zżymam.
— To znów przedemną stanie ze wzgardą,
I małą bródkę podniesie hardo!
I wzrok układa, gniewny i kosy,
I wąs pokręca, i mruczy z cicha,
Lub garnąc z smutkiem od skroni włosy, Tak po mojemu patrząc — w świat — wzdycha.
I póty grozi, cieszy i smuci,
I przypowiada, i bałamuci,
To po mojemu — to po swojemu —
Aż się tam przerwie smutkowi temu —
Aż mnie całego w końcu obśmieje,
Aż w
końcu spadnie myśli opona
Z czoła swobodną rączką strącona,
A cóś tak dziwnie serce rozgrzeje!
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 Nastepna>>












